Menu

Śmiech z ziemi

Witam! Zapraszam zagłębić się w moje rozmyślenia, wiersze, zmartwienia i nadzieję. Wita was gorąco mysz!

Alfdie

mysz

Chyba powinnam wytłumaczyć, skąd pomysł na nazwę Alfdie. Właściwie jest to łatwe "Alf" oznacza leśnego duszka, uśmiechniętego oraz wrażliwego. Takiego małego elfa. Słowo "Die" nie muszę tłumaczyć. Czemu ten blog nazywa się elfickie umieranie? Umieranie leśnego duszka, brzmi to jakbym była z ekologicznych fanatyków, każda grupa ma fanatyków, więc nie zdziwiłabym się gdybym jakimś była. Nie chodziło mi o umieranie Alfa z serialu Alf ( Bardzo lubiłam tą postać, jak byłam mała, więc jej śmierć bardzo mnie by zasmuciła). Umierać można na wiele sposobów, nie chodzi mi o sposoby zakończenia swojego żywota, nawet właściwie nie chodzi mi o umieranie, jako odbieranie życia. Chodziło mi o umieranie naszej duszy, ba nawet nie duszy, czegoś głębszego. Sama uważam, że nasza dusza, jak i ciało są tzw. człowiekiem zewnętrznym, to my decydujemy, bądź przybieramy postawy które są dla nas wygodne, albo nie. Dusza i ciało widać na zewnątrz. Ciało widzimy zawsze, dusze widzimy po czynach i słowach, ale jest w nas coś głębszego, coś co nie zostało nigdy nie nazwane, coś co mamy wszyscy, naszego wewnętrznego człowieka. Nikt jej nie zna, ale to ona jest nami. Ostatnio, miałam sporo czasu do autobusu i chciałam się przejść do sklepu, albo posiedzieć w parku, ale wyłączyłam się totalnie i poszłam gdzieś w ogóle dalej. Czasem wyłączam się na lekcji i słyszę jak moje myśli błądzą, zawsze mnie to irytowało, ale czasem te błądzenie wydaję się relaksujące, czasem wpadam na jakiś trop w myślach, czasem postrzegam coś, całkowicie inaczej i może jestem z tego powodu wyśmiewana, albo nikt mnie słucha, jednak czuję, że ktoś chcę zagłuszyć to co mówię, bo nie chcą uwierzyć w to, co mówię, z powodu tego że jest to zbyt proste. Wiecie, nie lubiłam muzyki. Nie to kłamstwo, muzyka była po prostu dla mnie obojętna, mogła lecieć, ale jak miałam się skupić to ją wyłączałam. Była przeszkodą, była dobra, ale zbyteczna. Nie umie tego wyjaśnić, ale jak sama śpiewam to czasem, czuję jak bym to nie ja śpiewała, jakbym nie trafiała w dźwięki, jakbym niszczyła coś, co jeszcze nie zaistniało i wtedy milczę. Czasem za to śpiewam, tak że sama zasłuchuję się i nie chcę przestać śpiewać, ale boję się że ktoś mnie usłyszy i wtedy śpiewam szeptem. Nie przestaję, jakby melodia i słowa były czymś jednym, wyrażającym nie moje ciało i nie mą duszę, ale coś innego, coś głębszego. Muzyka, która wyraża tylko moją duszę i ciało jest pusta. Sama jestem pusta, bez tego czegoś głębszego. Czuję jakbym umierała cząstka mnie, kiedy przeczytałam książkę, albo robiła coś, dla mej duszy, bądź mego ciała, gdy jednak żyję to czuję się jakbym mogła coś zrobić, mogła sprawić coś dobrego, mogła krzyczeć i nikt na mnie by nie spojrzał się dziwacznie. Są to chwilę ulotne, takie które mówią że wszystko jest dobrze, że jest to proste, jest po prostu takie, ale zaraz po tych chwilach , czuję się jakbym rzeczywistość założyła na mnie łańcuchy. Nie wierzę w całkowitą wolność, gdybyśmy byli całkowicie wolni to robiliśmy rzeczy w żaden sposób prawe. Czasem myślę, że jesteśmy jak ryby, ciągle pływające bez wyraźnego sensu po akwarium i ograniczają nas szklane ściany. Gdyby szklane ściany by się rozbiły, ryby by umarły, tak samo ludzie. Czy nasza apokalipsa była by wolnością? Czy wolność jest dobra, czy zła? Jeśli istnieję, to nie wiem kim bym była. Czuję jakby moje myśli, były już kiedyś zapisane, a ja jestem tylko gotowcem, jednak każdy człowiek jest inny. Człowiek tak naprawdę jest niewinny, co nie? Człowiek, może nie mieć pojęcia o wszystkim, co nie? Bóg jest wszystkowiedzący i wiedział, że Ewa zje jabłko, czy jego ostrzeżenia miały temu zapobiec, czy miały one to wywołać? Czy Bóg uważa nas za test? Chcę sprawdzić, na ile mogą zdobyć się istoty podobne do niego? Bóg jest ciekawy, tak samo ludzie, ale czy on nie ma już dość wojen i pokojów? Często myślę, że Bóg tak naprawdę chcę przeżyć wszelkie możliwe przeżycia losu, bo czegoś się boi, na coś czeka. Ja jedynie mogę być marionetką, bądź człowiekiem, który ciągle sie zmienia. A co jeśli, wąż to nie Szatan, a ludzie? Nie chcę już o tym myśleć, czuję się jak mysz próbująca być kameleonem. Pa! 

Ps. Całkowicie zeszłam z tematu i nie wytłumaczyłam historii kryjącej się za tytułem bloga! Napiszę do was za niedługo, może wtedy uda mi się nie zbaczać z tematu. ~Mysz 

© Śmiech z ziemi
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci